W tym basiorze było coś wyjątkowego czego za żadne skarby nie można było określić.Był inny.. taki.. wspaniały.. Rozmawialiśmy ze sobą, śmialiśmy i bawiliśmy przez wiele godzin.Dochodziła 15.00.Słońce piekło natarczywie, a my chlapaliśmy się w chłodnej świeżej wodzie, kiedy naszym oczom ukazał się przepiękny widok:
Gniady koń galopował przez zastępy terenów jakby coś go goniło.Przepiękna grzywa opadała z blaskiem na wysadzistą twarz konia powiewana przez wiatr.Tętent kopyt słychać było coraz bliżej aż koń przystanął czujnie czegoś nasłuchując.
-Jaki piękny..-rozmarzyłam się
-Racja,-przyznał Sombre-Ale gdzie są konie tam są i.. ludzie..
Zamyśliłam się chwilę to nasłuchując dźwięków z oddali, to rozważając słowa Sombre.Może i ma rację, pomyślałam, może i gdzieś są w pobliżu ludzie, ale jak już to bardzo daleko, ponieważ było by słychać je i tu.Wtem rżenie wyrwało mnie z własnych myśli.koń odbiegł z zapałem przez błona, a ja odskoczyłam niespodziewanie wpadając na przyczajonego z tyłu basiora.
-Bell spokojnie.-uśmiechnął się Sombre pomagając wstąpić mi na brzeg i ociekającą rosą trawę.
Jakiś szmer w krzakach zaszeleścił od mojego prawego boku.Nie zważając na Sombre ze skokiem rzuciłam się w tamtym kierunku.Po jakimś czasie wróciłam z dwoma królikami w paszczy.
-Wow Bella, świetnie polujesz.-pochwalił mnie Sombre z zachwytem.
Nie mogłam mówić, więc ukłoniłam się najniżej jak tylko mogłam.Podeszłam do Sombre i rzuciłam króliki na trawę.
-Obiad.-uśmiechnęłam się łapczywie-Obierzemy mięsko, rozpalimy ognisko, zawiniemy króliki w osobne płaty liści, dodamy ziół, warzyw i będzie można piec!
Sombre oblizał się i natarczywie przemknął łapą po ziemi.Miałm nadzieję, że będzie mu smakował mój ''mały'' przysmak.
Sombre?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz