Tułałem się po moich terenach bezcelowo. Przeszedłem las i skierowałem się w stronę potoku. Zauważyłem, że stała przy nim jakaś wadera...
Skoczyłem w jej stronę z warkiem.
Ta szybko podniosła pyszczek ociekający wodą i odskoczyła przestraszona.
- Kim jesteś? - zawarczałem
- Ja .. ja - zająkała się - już sobie idę - powiedziała cicho
- Wiesz gdzie jesteś?
Ta przecząco pokręciła głową i podeszła do mnie parę kroków, odzyskała pewność siebie
- Na terenie Watahy Jednego Wycia - odparłem. Przestałem warczeć
Wadera popatrzyła na mnie z ciekawością.
- Jak masz na imię? - przechyliła lekko głowę z jedną stronę.
- Look. - odparłem. Uśmiech cisnął mi się na pysk,ale nie mogłem tego zrobić. "Przecież jestem zły!" - powtarzałem sobie w duchu. Walczyłem sam ze sobą.
NIE
Nie jestem zły.
Uśmiechnąłem się życzliwie do wadery.
<Alki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz